piątek, 7 września 2012

Is Anybody Else There? 11

Rozdział 11

*Juliette to koleżanka z klasy. Przezwisko to July.


Przyszedł do mojego pokoju i popatrzył na mnie dziwnie.

- Co się stało?
- Czy wujek zabił mamę?
Nastała cisza.
- Tato?
- Skąd takie myśli?
- Przyśnił mi się sen.
- I co?! Na tej podstawie zadajesz mi takie pytanie?!
- Nie... Połączyłam fakty... Dlaczego on jest w więzieniu?
- Córko, zadajesz za dużo pytań. Nigdy więcej nie wierz w sny.

Wyszedł zdenerwowany i zatrzasną drzwi. W sumie ma rację. Skoro mama umarła na jakąś chorobę... Będę się trzymać tej wersji, choć coś mi tu nie gra... Dlaczego nie powiedzieli mi nazwy tej choroby?
Cóż, nic dziwnego. Może nie chcieli mnie zamartwiać?

Zadzwonił do mnie telefon.

- Cześć, to ja, Juliette*
- Cześć, w jakiej sprawie dzwonisz?
- Mam nietypową sprawę. Mogłybyśmy spotkać się za godzinę?
- Pewnie. Tyle, że jeszcze muszę się zebrać. Dopiero co wstałam.
- Dobrze, tylko to ważna sprawa, proszę, nie spóźnij się...
- Dobrze, za godzinę w parku.

Rozłączyła się. W ogóle nigdy ze sobą nie rozmawiałyśmy...
Dziwne, co ona robi w Korei?
Zawsze była zajęta "byciem najlepszą". Taka typowa bogata dziewczyna. Przewodnicząca szkoły. Doszła do naszej klasy jak zaczynało się drugie półrocze w naszej klasie. Egh... W czym jest dobra? Gra na gitarze akustycznej i... tańczy balet. To nie taki zwyczajny balet. Jeździ codziennie po godzinę na cztery godziny treningu do szkoły baletowej. Nawet w niedzielę, co tak nie powinno być. Ten dzień tygodnia jest przeznaczony wyłącznie na odpoczynek. W jej przypadku tak nie jest. Jest Polką, ale swoje angielskie nazwisko zawdzięcza swojemu ojczymowi. Właściwie to ma dwa nazwiska - Różkiewicz i Someville. To drugie zmieniła gdy jej mama wyszła drugi raz za mąż. Dzięki temu mężczyźnie, biznesmenie, dziewczyna wyrobiła sobie opinię w szkole. No ale... Nie udawajmy, że ludzie lubią ją tylko dlatego, bo ma pieniądze i jest popularna. Niby takie małe papierki, a tak życie mogą zmienić... Przez to jest podział na "lepszych i "gorszych" wśród ludzkości. Ci bogaci mają więcej praw niż ci biedni. Niestety...
Różnimy się kompletnie, nie tylko charakterem, ale i wyglądem.
Ona nie jest Azjatką, jak już wspomniałam. Ma bardzo opaloną skórę. Długie, jasne, blond włosy opadające na ramionach. Chodzi tylko w spodniach. Nie toleruje spódniczek i sukienek. Ma piękne, okrągłe, niebieskie oczy. Zawsze jest pomalowana. Maskara, eyeliner, puder, podkład, korektor i samoopalacz, nawet w zimie, nie są jej obce. Odkąd ją pierwszy raz zobaczyłam, zawsze miała usta leciuteńko ciemniejsze od koloru skóry. Chyba nie jestem w stanie wyznaczyć linii pomiędzy jej ustami, a skórą. Może to wynika z pudrowania ust?  Ma bardzo szczupłą sylwetkę. Na basenie wszystkie musiałyśmy mieć stroje jednoczęściowe. A ona? Bikini! Dlaczego? Gdyż jej ojczym napisał dziesiątki pism, żeby tylko jej na to pozwolono. Przez to nie można było od niej oderwać wzroku. A chłopcy patrzyli i ślinili się. A ona krokiem modelki szła i mówiła "ja dziś nie pływam, nie chce mi się, usiądę na ławce". No i po co szła na basen?! Jest ode mnie wyższa, dużo wyższa. Skoro ja mam 171 cm wzrostu, a ona była ode mnie jakoś siedem centymetrów wyższa to ma 1 m 78 cm. Ale ja, jak na Azjatkę to i tak jestem wysoka.

Postanowiłam wreszcie przebrać swe błękitno granatowe piżamy w paski na normalne ciuchy... Dziś padało. Ubrałam żółte spodnie, tunikę z myszką Miki na tle czarno-białych pasków. Nałożyłam na siebie puchatą, niebieską bluzę i czarne skarpetki w niebieskie kropki. Uczesałam włosy w kok, wygrzebałam kilka dodatków z toaletki - pierścionek od Ash, koleżanki z gimnazjum, korale potraktowałam jak bransoletkę obwijając ją wokół prawego nadgarstka. Zeszłam na dół, żeby tylko zjeść śniadanie. Nie było nikogo. Czy to możliwe, że w ciągu dziesięciu minut z całego domu zniknęli wszyscy członkowie rodziny razem z tym upierdliwym kotem wydającym dziwne odgłosy jakby mówił "mama" pod moimi drzwiami. Na blacie w kuchni leżało 21.000 won (21 $) i naleśniki. Wzięłam je i postanowiłam usiąść na kanapie przed telewizorem. Nic ciekawego nie leciało w nim na pierwszy rzut oka. Przemijałam pomiędzy kanałami. Wiedziałam, że jeśli się postaram znajdę coś, co mnie zainteresuje. Wykrakałam!
Na osiemnastym kanale leciały wiadomości i plotki o gwiazdach.

"Drogie fanki. Z japońskich źródeł wynika, że Choi ma dziewczynę... - upuściłam talerz z dwoma naleśnikami - Podobno całe SHINee jest w Japonii skąd przylatuje za dokładnie 11 dni. Jednak ktoś się pośpieszył. Nasz drogi MinHo, przed szpitalem w Seul, stał z dziewczyną i się przytulał. Patrzyli sobie w oczy, całował ją po szyi, a potem wziął on ją na ręce."

Nie słuchałam tego. Głupia, głupia, głupia!!! Po co pozwoliłam na to wszystko?! Przecież mogłam się domyślić, że za taką gwiazdą jak on chodzi krok w krok paparazzi! Usłyszałam dźwięk dzwonka. Dziś już nie leciał "G-Dragon - Heartbreaker", jedyna piosenka koreańska jaką znałam. Dziś leciała "SHINee - Talk To You". Przesunęłam zieloną słuchawkę w lewą stronę jednym ruchem kciuka.

- Halo?
- Włącz telewizor na program "Xy Music Company".
- Już mam włączony...
- Ja przepraszam...
- Nic się nie dzieje... To moja wina.
- Czy moglibyśmy się spotkać dzisiaj?
- Niestety, ale nie. Jestem umówiona za godzinę z koleżanką.
- A po spotkaniu?
- Nie wiem ile ono potrwa, ale muszę jeszcze załatwić kilka spraw związanych ze szkołą. Poza tym muszę się także zastanowić nad tym jaką szkołę wybrać. Miałam iść do plastycznej, ale tata się nie zgodził. Nie mogę iść także do muzycznej... Powinnam się wreszcie zdecydować. Zaczęły się wakacje, ale ja mam mnóstwo spraw do załatwienia.
- Dobrze, jak będziesz miała czas to zadzwoń do mnie.
- Ok, to pa.



Rozłączyłam się. Zaczęłam sprzątać naleśniki, które spadły mi podczas oglądania programu. Dojść do parku?! Co ja jej powiedziałam?! Do którego?
Nie wiem gdzie : jest co w Seul.
Postanowiłam napisać do niej SMS-a.

Do: July

Przyszłabyś po mnie? Mieszkam w Guro-gu. Nie wiem gdzie co jest w Seul. Na ulicy JiSoepimnKi, pod numerem 16.

Nie minęło wiele czasu jak dostałam odpowiedź.

Od: July

Mieszkasz dwa domy dalej ode mnie ^^. Rak, pewnie. Zaraz będę.

Haha, jaki zbieg okoliczności. Poszłam do łazienki. Umyłam zęby i całą twarz po czym zapudrowałam niedoskonałości i umalowałam oczy czarną kredką, eyelinerem i tuszem do rzęs.

Po jakichś pięciu minutach usłyszałam dzwonek do drzwi, ale zamiast July ktoś inny tam stał...



1. Przepraszam, że tak długo nie pisałam, ale nie mogłam. Wyobrażacie sobie, że w pierwsze dni szkoły mieliśmy zadane dość dużo zadać i nauki. Np. w drugi dzień szkoły dostaliśmy nauczenie się części mowy odmiennych i nieodmiennych, zadanie z matematyki oraz z polskiego -.-
2. W roku szkolnym będę pisać nie tak często. Posty będą się czasem pojawiać w ciągu tygodnia jak będzie mało nauki i w ciągu weekendów.
3. Dziękuję Wam. W ciągu 5 dni wzbieraliście o wiele więcej niż wcześniej. Teraz jest 18 obserwatorów, 3268 wyświetleń, 28 komentarzy pod poprzednim postem, razem z moimi. Dziękuję ^.^
4. Witamy nowych czytelników z Ameryki Północnej i Niemiec. Czyli, że mój blog staje się sławny na więcej państw niż tylko Polska. ^.^ Bardzo się z tego powodu cieszę :D


Haha! Mam dla Was konkurs!
Co Wy na to, bym wylosowała jednego z obserwatorów z mojego bloga i przeprowadzę z nim wywiad dotyczący jego bloga.
Ale!!! Żeby uczestniczyć w losowaniu trzeba być obserwatorem mego bloga.

Wywiad będzie uwieczniony tu - na no-more-tears-in-love.blogspot.com

Zachęcam do brania udziału w losowaniu.

niedziela, 2 września 2012

Is Anybody Else There? 10

~ Rozdział 10 ~

Wzruszający, przynajmniej jak dla mnie. Przygotuj chusteczki jeśli jesteś wrażliwy na krzywdę dzieci... ;_;

To do czytania polecam SHINee - The Reason. Znajdziecie ją na mojej Playliście pod numerem 25.


Przecież to mała dziewczynka, niczemu winna, drobniutka istotka.
"Dlaczego to zrobiłeś?! Dlaczego?!" - słyszałam krzyk przez łzy Amy.
Nie odpowiedział.
Strzelił ponownie do Jess. Zaczęłyśmy płakać jeszcze bardziej. Nie było słychać jak łuska z pistoletu wbiła się swobodnie w jej ciało, które zaczynało coraz bardziej krwawić. Amy chciała podbiec bliżej, ale oprawca  wystawił rękę z bronią w jej kierunku. Zaczął biec w przeciwną stronę. Amy zadzwoniła po pogotowie i policję. Podbiegła szybko do swojej córki. Trzymała jej rękę ściskając ją bardzo mocno. Przytuliła ją i pocałowała w policzek. Usiadła koło niej płacząc jeszcze mocniej. Przysunęłam się do maleństwa i schowałam jej dłoń pomiędzy moimi. Dziewczynka poruszyła się w prawo, zaczęła poruszać ustami lekko i otworzyła zamglone oczy. Powieki Amy drgały. Nie ukrywała łez. Uklękła przy jej twarzy i zaczęła ją gładzić delikatnie. Jessica ruszyła wargami układając je w trzy słowa "Mamo, kocham Cię...". Amy wyszeptała "Ja Ciebie też córeczko..." po czym zaczęła mocniej płakać. Nadjechała karetka. Wzięli maleństwo na nosze, a Amy i mnie wpakowali do radiowozu, co było praktycznie nieosiągalne... Lecz policjanci siłą oderwali ją od walczącego o życie dziecka.
Zawieźli nas do owego budynku i zadawali pytania, kazali opowiadać z jak najdrobniejszymi szczegółami to, co tam się wydarzyło. Z jednej strony przez to Amy jeszcze bardziej cierpiała i się denerwowała. Wstawała z krzesła, waliła pięściami i głową w ścianę, a łzy wściekłości nie przestawały lecieć po jej twarzy. Ale także ich rozumiem... Szczegóły, im więcej ich, tym lepiej. Pomogą ustalić kto to. Wiadomo było na razie tyle, że był obcokrajowcem. Nie miał skośnych oczu i miał dość opaloną skórę. Tyle wiemy... Lecz nie powinni zmuszać Amy do wspominania i powiedzenia więcej szczegółów skoro nie wiedziała nic więcej.
Po przesłuchaniu zawieźli nas do szpitala. Weszliśmy wszyscy do budynku budzącego wiele obaw i strachu nawet już u małych dzieci. Usadzili nas przed wielkimi szklanymi drzwiami prowadzącego do trzech sali operacyjnych. Powiedzieli, że nie gwarantują iż Jessica będzie żyć. Nigdy nie widziałam Amy w takim stanie. Nie dziwię jej się, w końcu to jej córka.
Wstałam z krzesła i udałam się do automatu po dwa kubeczki zimnej wody. Może ona coś pomoże. Amy tylko zatopiła w niej swoje łzy. Miała tak czerwone oczy zalane potokami słonych łez wydobywających się z dwóch świecących pereł. Jej ciemnobrązowe oczy widziały już za wiele jak na tak młodą osobę.

- Amy?
- Tak? - powiedziała przełykając strumienie łez.
- Nie chcę cię tu zostawiać, ale muszę. Ojciec będzie się martwił...
- Dobrze, idź. Dziękuję Ci za wszystko.
- Dobrze, żebyś się przespała.
- Wytrzymam...
- To dobrze ci zrobi... A z resztą, rób jak uważasz...

Zostawiłam ją bez słowa w szpitalnym holu i wychodząc ze szpitala w oddali zobaczyłam znajomą postać. To był Choi. Tym razem nie miałam ochoty wołać go. Nie miałam tyle siły w gardle. Poza tym biegał, nie chciałam mu przeszkadzać. Jeszcze to do mnie nie docierało, że takie małe dziecko, dopiero co poznane może mi aż tak zawrócić w głowie. Może to przyjacielska więź z Amy sprawiła coś takiego. Albo po prostu jestem bardzo wrażliwa na krzywdę dzieci... Pewnie to drugie. Raczej ciężko mi jakiekolwiek cierpienie znieść, a co dopiero u tak małych istotek jakimi są dzieci. "Hana!" - słyszałam w oddali. Nie reagowałam, nie chciałam, by był przy mnie teraz. Pragnęłam samotności. Jego wsparcie polegało na pytaniu o wszystko. Ja nie potrafiłam udzielić odpowiedzi. To było zbyt trudne. Wolałam, by nie oczekiwał ode mnie jakichkolwiek słów, tylko mnie przytulił. Raczej tylko tego mi brakowało w tej chwili.

Podbiegł do mnie. Podniósł moją głowę dwoma palcami za podbródek. Spojrzeliśmy sobie w oczy. Nie rumieniłam się jak wcześniej. Moje spojrzenie było puste i obojętne. Następna łza przepłynęła swobodnie po moim policzku. Przytulił mnie. Oczekiwałam czegoś innego. Nie pytał, nic nie mówił. Dziś wolał być ze mną bliżej. Wtuliłam się w jego koszulkę kładąc twarz pomiędzy jego ramieniem, a szyją. Zaczęłam bardziej płakać mocząc przy tym jego koszulkę. Nasze klatki piersiowe były bardzo blisko siebie, przy tym ocierały się przez cały czas. Czułam jakby nasze serca były złączone w całość. Obydwa były w tym samym czasie i tempie. Wtuliłam się w niego jeszcze mocniej. Na moim karku poczułam jak jego usta dotykają lekko tego miejsca lekko je muskając. Nie sprzeciwiałam się. Odsunęliśmy się od siebie. Wyciągną ręce w moją stronę i powiedział "Wejdź na moje plecy". Przysunęłam się lekko i zaczęłam tracić grunt pod stopami. Objęłam jego szyję moimi rękami i zaczęliśmy iść w stronę mojego domu. Otworzyła Daisy i zaczęła się drzeć "AAA! To MinHo z SHINee!!!". Ten mężczyzna postawił mnie na ziemię. Z salonu wyszedł mój tata. A ja dalej nie mogłam w to uwierzyć. Przecież dziś rozmawialiśmy. Mówił, że przyleci za półtorej tygodnia. Kłamał? Po co? Tata się tylko uśmiechnął i pokazał ręką schody. Myślałam, że będzie krzyczał i w ogóle. Nie, nic takiego nie było. Zaprowadziłam Choi do mojego pokoju. Kazałam mu usiąść na łóżku. Zrobił to posłusznie. A ja zrobiłam kolejną rundkę na dół. Wleciałam szybko we łzach do kuchni. Wszystko się zmiksowało w moim życiu. Dalej nie docierała do mnie realna prawda. Było po osiemnastej, a ja czułam się fatalnie. Nalałam wody do czajnika elektrycznego i podłączyłam go do kontaktu. Wyjęłam dwa kubki z szafeczki. Zajęło mi to trochę. Muszę się "sama oprowadzić" po domu, niestety. Z ogrodu wyszedł papa.

- Nie wspominałaś nic, że masz chłopaka...
- Nie wspominałam, bo to nie jest mój chłopak.
Uśmiechnął się.
- Wiesz, jak jest. Pochodzi z Korei, prawda?
- Tak, a czego pytasz?
- Zaciekawiło mnie to... W końcu muszę poznać przyszłego chłopaka swojej córki. Jak ma na imię?
- Choi.

W tej chwili woda się zagotowała. Wlałam wody do obydwu kubków. Wrzuciłam torebkę herbaty. Zamoczyłam w jednym kubku i w drugim. Jest owocowa - nie trzeba będzie nam cukru. Tata tylko się uśmiechnął.Wzięłam dwa kubki, na raz, ale ktoś był temu przeciwny.

- Nie bierz dwóch! Przecież wylejesz! Daj wezmę jeden! - krzyczała Daisy.

Tak też zrobiła. Szłyśmy po schodach do mojego pokoju. Uśmiechała się zadziornie. Otworzyła pierwsza drzwi i podała MinHo kubek.

- Proszę, to dla ciebie. - posłała mu piękny uśmieszek ukazując bialuteńkie zęby.

Usiadła koło niego bardzo blisko. Choi był skrępowany całym incydentem. Patrzył na nią dziwnie. Ja usiadłam na fotelu. Odwróciłam się w przeciwną stronę i starałam się nie zwracać na nich uwagi. Mój rozmazany tusz pod oczami nie był zbyt piękny. Postawiłam herbatę na stoliku i podeszłam do toaletki. Wyjęłam z niej mleczko czyszczące, waciki i zaczęłam przemywać oczy. Usłyszałam cichy głos MinHo. "Czy mogłabyś zostawić nas samych?" Zdziwiło mnie to. W lustrze spojrzałam na nich. Mężczyzna miał poważną minę. Przecież takiej słodkiej, pięknej i niewinnej Daisy nikt nigdy nie odmówił. Spojrzała na niego, powiedziała pod nosem "Pff" i wyszła z pokoju. Wyrzuciłam waciki do kosza i usiadłam na fotelu biorąc kubek do ręki.

- Teraz już się do mnie odwrócisz?
- Hmm? - zrobiłam to o co prosił niby udając, że nie dosłyszałam tych słów.
Na jego twarzy widniał piękny uśmiech.
- Pytałem, czy się do mnie odwrócisz.
Siedziałam chwilę w milczeniu.
- Jak widać, już to zrobiłam.
Znów nikt nic nie mówił. Postanowiłam podtrzymać rozmowę.
- Co tu robisz, w Korei? Przecież mówiłeś, że...
Podszedł do mnie i schylił się w moją stronę.
- Wiedziałem, że mnie teraz potrzebujesz.
- Choi...
Przyłożył mi palca do ust.
- Uwierz, naprawdę mi na tobie zależy.
Patrzył na mnie poważnie.
- Przykro mi, ale ja do ciebie nic nie czuję... - powiedziałam niepewnie i z lekkim zawahaniem.
Nic nie powiedział. Odszedł i znów usiadł na poprzednim miejscu. Schował głowę w rękach.

- Choi?
- Tak? - podniósł głowę.
- Przepraszam, ale znamy się bardzo krótko. Może kiedyś...
- A ten Lee? Z nim przypadkiem nie znasz się o kilka dni dłużej? - popatrzył na mnie tajemniczym wzrokiem.
- Tak, ale...
- No właśnie. To do niego coś czujesz, a czas tu nie gra żadnej roli.
- MinHo, ja do niego też nic nie czuję... - skłamałam.
- Przynajmniej wcześniej czułaś... A wtedy znaliście się jeszcze krócej...
Miał rację. Chciałam mu coś powiedzieć.
- To nie on przy tobie jest, jak go potrzebujesz. Skoro nic do mnie nie czujesz to dlaczego pozwalasz mi, bym miał nadzieję. Przecież dziś cię pocałowałem. Nie sprzeciwiłaś się temu. Myślałem, że też mnie kochasz... Co ty w sobie takiego masz co mnie przyciąga?! Dlaczego ten Twój uśmiech sprawia, że serce bije mi tak szybko? Dlaczego twój głos powoduje, że mam ciarki. Ale one są przyjemne. Nawet bardzo, bo wtedy czuję jakby twoje ciepło. Ale to nie to samo... Tak bardzo chciałbym, byś zawsze ze mną była... Ale ty wolisz tego, który nie darzy cię silnym uczuciem. Z nim to jest przelotne... Niestety...
Znów nic mi nie dał powiedzieć.
- Przepraszam, ale muszę iść.
Wstał i wyszedł z pokoju.

Mam już dość - Jessica, on, Daisy i tata. To jakiś dziwny dzień.
Położyłam się na łóżku.  Zasnęłam nawet nie wiem kiedy.

"Tak, to ta łąka, która zawsze dawała nadzieję. Szła po niej boso w pięknej, białej zwiewnej sukience. Nie zważała na wszystko. Usiadła w słońcu pomiędzy złocistymi kłosami zboża i zaczęła grać na gitarze. Szare, metalowe struny wyróżniały się z białego tła pudła gitary. Płynęły z niej piękne dźwięki. Tak, moja ulubiona piosenka dawała każdej zranionej duszy spokój i była jak balsam dla niej. Szłam za nią. Szłyśmy wolno. Stanęła i złapała mnie za rękę. Biegłyśmy wśród polnych kwiatów. Zbliżałyśmy się do lasu. Usiadłyśmy pod drzewem. "Nie martw się córeczko. Może i mamusi przy tobie ciałem nie będzie, ale będę patrzeć i myśleć o Tobie." Wstała i zaczęła iść. Zaczęła krzyczeć "Już możesz wyjść". Patrzyłam na to. Zza wysokich traw wyszedł mój wujek, brat taty, i zabił ją nożem. A ja tam zostałam. Podeszłam do mamy, ucałowałam ją w czoło i odeszłam we łzach."

Obudziłam się na dźwięk budzika. Wiedziałam już dlaczego mój wujek jest w więzieniu... Przez tyle lat? Dlaczego ukrywali przede mną prawdę?
A może to tylko sen...
Postanowiłam to sprawdzić.

- Tato! - krzyknęłam - musimy porozmawiać!

Przepraszam za długość, ale przed rozpoczęciem roku szkolnego chciałam coś dodać.

Jestem lekko załamana, gdyż minęło tylko 3 dni, a tu mam o jednego obserwatora mniej i ponad 200 wyświetleń więcej...

Kiedyś postępy były większe...

Czy to znaczy, że rozdziały są coraz gorsze?

* Jak wam się podoba nowy wygląd bloga? Co myślicie o nagłówku ?

* Przepraszam, ale muszę to zrobić, by wiedzieć... Skoro jest pełna dziesiątka, a ten rozdział uważam za mój ulubiony... Czy mogłoby być 9 komentarzy z Waszej strony?